Chciałam tylko odpocząć… a odzyskałam spokój, o którym zapomniałam
Kiedy weszła do gabinetu, wyglądała, jakby niosła na ramionach cały świat.
Jej oddech był szybki, płytki.
Ramiona uniesione, napięte.
Dłonie zaciśnięte w lekkim stresie.
Uśmiechnęłam się do niej —
„Dzisiaj będzie tylko o Tobie”.
Po kilku minutach leżała już na ciepłym stole, otulona miękkim ręcznikiem.
Światło było przygaszone, a w tle cicho płynęła spokojna muzyka.
Gdy ciepły olejek dotknął jej skóry, wzięła głęboki, pierwszy od dawna świadomy oddech.
Jej ciało na początku było sztywne, jakby trzymało w sobie tygodnie napięcia.
Ale z każdym kolejnym ruchem dłoni — powoli zaczynało mięknąć.
Ramiona opadły.
Mięśnie brzucha odpuściły.
Szczęka puściła napięcie, które trzymała od miesięcy.
W połowie masażu oddech stał się głęboki i równy.
Ciało było cieplejsze, bardziej płynne, uważne.
Kiedy masaż dobiegł końca, otworzyła oczy powoli, delikatnie, jakby na nowo uczyła się widzieć świat.
Uśmiechnęła się — tym razem inaczej.
Z lekkością. Z ulgą. Z wdzięcznością.
„Nie wiedziałam, że moje ciało potrzebuje tego AŻ TAK bardzo…”
I właśnie na tym polega masaż całego ciała.
Na powrocie do siebie.
Na odzyskaniu spokoju, którego braku często nawet nie zauważamy.
Na chwili, w której ciało przestaje walczyć — i wreszcie odpoczywa.